Tekst Jerzego Borkowskiego opisuje historię Jebramek (Jebramki (powiat ełcki) – wieś w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie ełckim, w gminie Prostki). Nazwa niemiecka to: Jebrammen, Jebrahmen. W 1938 roku zmieniono nazwę Jebrammen na Bachort.
Jebramki to osada na Mazurach, której początki wiążą się z napływem osadników z Mazowsza na tereny zakonne w XV wieku. Kluczowym momentem kroniki jest rok 1480, kiedy to ród Pomianów otrzymał oficjalny przywilej lokacyjny, potwierdzający ich prawo do władania tymi ziemiami. Materiały ukazują losy mieszkańców na przestrzeni stuleci, wspominając o tragicznych najazdach tatarskich, epidemiach oraz trudach codziennego życia rolniczego. Źródła szczegółowo analizują procesy kolonizacji i germanizacji, a także ewolucję nazewnictwa wsi, która zmieniała się wraz z uwarunkowaniami politycznymi. Całość zamyka obraz powojennych przemian, kiedy to dawne mazurskie tradycje ustąpiły miejsca nowej fali osadnictwa przybyłej z Polski.
NotebookLM
W poszukiwaniu lepszego życia.
Objazd hołdowniczy Ludwiga von Erlichshausena rozpoczął się zgodnie z tradycją, po jego wyborze w dniu 21 marca 1450 roku, na wielkiego mistrza Zakonu Kawalerów Mieczowych. Nowy mistrz wyruszył w podróż w maju, by wrócić do swej siedziby w Bałdze pod koniec września. W czasie tej wyprawy przyjmował wyrazy czci i posłuszeństwa od rycerzy, giermków, wolnych i mieszkańców miast. W jednym z odwiedzanych okręgów, zwanym piskim, napotkał głównie Polaków. Byli to osadnicy z Mazowsza. Stanowili oni przeważającą, jeżeli nie jedyną obok Niemców, nację. Nic więc dziwnego, że wielki mistrz przyjmował przysięgę hołdowniczą także w języku polskim.
Jak to się stało i dlaczego, mówiący po polsku mieszkańcy Mazowsza tak licznie osiedlili się na terenach, znanych nam obecnie jako mazurskie? Przecież tereny te, stanowiące obszar Wielkiej Puszczy zwanej Galindzką, były jeszcze dzikie i bardzo nieprzyjazne ludziom. Od wschodu graniczyły z Litwą, a od południa z Mazowszem. Wcześniej zaludniali je Galindowie oraz Jaćwingowie.
Po ich podboju przez Zakon już w XIII wieku ziały pustką i w efekcie nie przynosiły Zakonowi żadnych korzyści. A okolica między Piszem a Prostkami nie była interesująca. W owym czasie przeważały tu tereny mocno zabagnione, zalesione, a gleba nie należała do urodzajnych. Władanie bez pożytków nikomu nie przynosiło chwały, tym bardziej nie umacniało panowania Zakonu. Trzeba było zasiedlić puszczę. Najpierw pobudowano więc zamki. To one, zarządzane przez podległych komturom prokuratorów, ustanowionych na rozległych wokół terenach, stanowiły centra władzy i kolonizacji. Można przypuszczać, że najstarsze osadnictwo mazowszan w okolicach jeziora Borowego było następstwem niekontrolowanego zagospodarowywania dzikich terenów pogranicza prusko- mazowieckiego.
Najbliżej byli mieszkańcy pobliskiego Mazowsza zwani masovitami lub polonusami. To oni więc przekształcali puszczę w ziemie uprawną, zakładali wsie, wznosili budowle. Wielka Puszcza, podzielona administracyjnie na liczne komturie, zaczęła żyć gospodarczo zapewniając Krzyżakom dochody w postaci podatków.
Bagna i torfowiska, których pozostałości widać do dzisiaj nie sprzyjały mazowieckim przybyszom. Puszcza jednak kusiła i dawała nadzieję na lepsze życie. Obfitowała przecież także w naturalne bogactwo: rosły w niej dorodne dęby, graby i brzozy i nie brakowało potężnych sosen i wyniosłych świerków.
Założenie siedziby na takim pustkowiu było nie lada wyzwaniem. Życie w głuszy, pełnej dzikiego zwierza, gdzie tur i niedźwiedź nie były rzadkością, wymagało odwagi, rozsądku i zaradności. Na szczęście nie brakowała dogodnych miejsc nad rzekami i jeziorami. Zapewniały one i wygodę i bezpieczeństwo. Jednym z takich obszarów było otoczenie rzeki Rożynki. Jak wynika z zapisów umów wyznaczających granice między Prusami a Mazowszem tereny przez które Rożynka przepływała leżały tuż przy granicy. W roku 1343 po stronie mazowieckiej znajdował się las zwany rożyńskim, a Rożynka, wypływająca z jeziora Dybowskiego po stronie krzyżackiej.
Pomian to zawołanie
Historia milczy, jak się stało, że w roku 1480 komtur bałdzki Zygfryd Flach von Schwartzburg nadał na prawie magdeburskim Pawłowi Pomianowi 40 włók majątku w Pomianach, potwierdzając prawo osadzania we wsiach chłopów. Fakt to jednak niezbity i udokumentowany. Akt nadania nazwany przywilejem (privilegium, Privileg) oznaczał ni mniej ni więcej przywilej lokacyjny. Jego treść zachowała się w świetnej formie i przechowywana jest w Tajnym Archiwum Państwowym Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturowego z siedzibą w Berlinie (GStA PK, XX. Ostpr. Fol., Nr. 125).

Poniższy zapis jest tłumaczeniem pokazanego rękopisu.
Przywilej dla Pomian
My, brat Seifried Flach von Schwartzburg, najwyższy szatny i komtur w Bałdze Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, przez ten otwarty list ogłaszamy wszystkim tym, którzy potrafią patrzeć, słuchać lub czytać, że za wolą naszego Wielkiego Mistrza, wielce szacownego męża, pana Martena Truchsessa, za radą, wiedzą, wolą i na rozkaz naszych starszych Braci w Bałdze przydzielamy i przypisujemy, naszemu drogiemu Pawłowi Pomianowi jako prawowite mienie jego i jego następców, 40 miar ziemi w Pomianach, położonych w naszej dąbrowie w obrębie Piszu, której granice przebiegają od Zalesia do Rożyńska, a pozostałe granice wyznaczają pola uprawne, łąki, lasy, krzaki, rozpadliny i krzewy. Te ziemie może swobodnie dziedzicznie i wiecznie posiadać na prawie magdeburskim. Jako akt niezwyczajnej łaski przydzielamy mu prawo do sądów nad ludźmi w sprawach małych i wielkich wyłącznie w obrębie wspomnianych wcześniej granic, nie ma on jednak prawa do sądów ziemskich ani do polowań na zwierzynę w lesie, które przywileje przeznaczone pozostają wyłącznie dla naszego Zakonu. W zamian za ten akt naszej łaski będzie on pełnił rzetelne i pilne trzy służby na koniu i w zbroi, jak się na tych ziemiach przyjęło, na każde wezwanie będzie bronił tych ziem, udawał się w podróż, budował nowe i wzmacniał stare domy oraz będzie służył wszelką pomocą i wsparciem naszemu Zakonowi , kiedy tylko zostałby wezwany przez nas lub przez naszych zakonnych braci. Jako zakon zobowiązujemy go do corocznego ofiarowania garńca wosku oraz jednego kolońskiego feninga lub jego równowartość w pruskich feningach na dzień Świętego Marcina na znak uznania naszego zwierzchnictwa. Pragniemy również, by wspomniane wcześniej miary ziemi zostały raz jeszcze zmierzone, a jeśli okazałoby się, że jest ich mniej, nie będziemy zobowiązani, by dodawać więcej ziemi, a jeśli okazałoby się, że jest ich więcej, to pragniemy ów nadmiar zachować. Ku wiekuistej gwarancji zostawiamy znak naszych insygniów na tym liście, pismo sporządzone w siedzibie naszego zakonu w Piszu roku pańskiego 1480.
Samo nadanie ziemi z roku 1480 potwierdzało tylko stan posiadania Pomianów. Członkowie tego rodu osiedlili się tu znacznie wcześniej, nie zważając na przebiegającą w puszczy granicę. Pewne jest bowiem, że majętność Pomiany była znana już w 1449 r. Wynika to jasno z tekstu przywileju wydanego w tym roku dla oddalonej o kilka kilometrów na południe od Pomian wsi Myszki. Pomiany wymieniono w nim jako graniczące z Myszkami od północy. Założone więc zostały wcześniej niż wynika to z przywileju lokacyjnego. Pojawia się on przecież 31 lat później, co może sugerować, że Pomianowie osiedli nad Rożynką tuż po bitwie grunwaldzkiej.
Północne Mazowsze to były okolice biedne i najbardziej zaludnione przez zubożałą szlachtę, stanowiącą nawet 20% mieszkańców tego terytorium. I właśnie Pomianowie byli jedną z takich zubożałych rodzin. Początki tego rodu giną w mrokach historii. Z istniejących dokumentów można wnioskować jednak, że był to ród kujawski. Liczne wsie zasiedlali także w wielu rejonach Małopolski i Mazowsza. Pomianowie byli typowym licznie rozgałęzionym rodem. Zamieszkiwali niewielkie majątki. Dlatego poszukiwali nowych możliwości w różnych rejonach kraju, ale też poza jego granicami. Prawdopodobnie z takiego powodu Paweł Pomian, jeden z przedstawicieli rodu dotarł do graniczącego z Mazowszem państwa zakonnego. Wywodził się z gałęzi Pomianów osiadłych nieopodal, nad rzekami Dobrzycą i Łubianką, w powiecie wąsoskim, niedaleko Szczuczyna. Potwierdzenie przez Zakon posiadania przez Pomianów 40 włók ziemi świadczyło o ich zasiedzeniu i pozycji . Władali dużą majętnością. Obszar wielkości 40 włók po jego zaoraniu trzeba było włóczyć, czyli bronować za pomocą zaprzęgu wołów, przez 40 dni. Jedna ówczesna włóka odpowiadała bowiem około 18 współczesnym hektarom. Zobowiązanie zapisane w przywileju, do wystawiania w razie potrzeby trzech rycerzy na koniach i w zbroi, świadczyło o stanie posiadania rodziny.
Nazwa Pomiany występuje nadal w dokumentach jeszcze w roku 1540. Później zaczęto używać nazwy Jebramy, ale czasami pojawia się w dokumentach także określenie Trojany. Ta druga nazwa pochodzi od imienia jej XVI-wiecznego właściciela Jebrahama-Abrahama Pomiana syna Pawła. Z kolei ta trzecia, która nie przyjęła się, może wywodzić się z faktu, że Abraham miał trzech synów: Zygmunta, Michała i Alberta. Być może synowie podzielili majątek. Wyraźnie dochodziło do zmian właścicieli zwłaszcza, że wkrótce Michał wraz z Albertem pozyskali nowe terytoria w okolicach Gołdapii, które nazwali bardzo podobnie, bo Jabramkami (obecnie Jabramowo, a nieopodal Rożyńsk Mały i Wielki). Specjaliści od badania pochodzenia nazwisk twierdzą, że od nazwy Jebramki w starostwie piskim, a później i gołdapskim powstało nazwisko Abramowskich herbu Pomian. To jednak odrębna historia już nie związana z Jebramkami.
Burzliwe lata
W czasie gdy zaludniała się puszcza, na wschód od Drygał toczyła się wojna trzynastoletnia między Zakonem Krzyżackim a Królestwem Polskim i wyniszczała obie strony. Mieszkańcy obu krain ponosili ciężary trudne do udźwignięcia. Wreszcie doszło do przełomu. Jak pisze w swych monumentalnych „Dziejach Polski” prof. Andrzej Nowak „6 czerwca 1457 roku wielki mistrz krzyżacki Ludwik von Erlichshausen, płacząc i jęcząc, przeklinając swój los, opuścił niezdobytą i najwspanialszą twierdzę zakonu krzyżackiego”. Król Polski i Litwy Kazimierz Jagiellończyk dopiął swego. A zwyciężył podstępem. Dobił targu z dowódcami wojsk służących Zakonowi i wraz z reprezentantami zbuntowanych stanów pruskich wykupił zamki i punkty strategiczne Zakonu, które decydowały o przebiegu wojny trzynastoletniej. Nie był to wszak jej koniec, gdyż wielki mistrz przedostał się do Królewca, który odtąd stał się stolica Prus krzyżackich, a potem książęcych.
Nadal trwały zmagania, by w niedzielę 19 października 1466 roku doszło w Toruniu do zaprzysiężenia wieczystego pokoju. Wielki mistrz na klęczkach zaprzysiągł przed królem przestrzeganie traktatu. Część ziem Zakonu przechodziła do Królestwa Polskiego jako Prusy Królewskie, część (32 tysiące km2) – od Kwidzynia po Kłajpedę – pozostawała pod ograniczoną władzą Zakonu z obowiązkiem przysięgi wierności składanej przez każdego mistrza królowi polskiemu oraz obowiązkiem udzielania pomocy zbrojnej Królestwu. Wielki mistrz otrzymywał tytuł księcia, a jedynym zwierzchnikiem zakonu stawał się papież i król. Faktycznie państwo zakonne stawało się lennem Polski.
Wspomnienie o pokoju toruńskim z 1466 roku jest o tyle ważne, że wiele wiosek mazurskich przeszło po tym fakcie w ręce szlachty mazowieckiej. I być może to jest odpowiedź na pytanie dlaczego dopiero w 1480 Pomianom nadano włości w dzisiejszych Jebramkach. Decyzja komtura bałgijskiego sankcjonowała w zmienionej sytuacji politycznej to, co było już od dawna faktem, czyli władanie Pomianów na wschód od Pogorzeli.
Po roku 1540 książe Albrecht Hohenzollern, władca lenny Prus Książęcych, zachęcił mieszkańców do migracji wewnętrznej na podległych mu terenach. Byli koloniści z Mazowsza, zamieszkujący południowo- wschodnie rejony Prus, zaczęli przenosić się na nowe, bardziej urodzajne północne tereny, aż po Gołdap. Pomianowie skorzystali z tej możliwości, rezygnując z dalszego inwestowania w ubogie tereny przygraniczne i przenieśli się na lepsze rolniczo obszary północne.
Jak wynika z przeglądu wojskowego okolicy Pisza, w roku 1634 Jebramki zamieszkiwali jeszcze chłopi sprowadzeni przez założycielski ród Pomianów. Owi wolni zamiast wystawiania dragona mieli już tylko obowiązek utrzymania muszkietera, co było swoistą degradacją wsi.
Na karty historii Jebramki trafiły ponownie w 1656 roku. W owym czasie doszło do najazdu na Prusy Książęce sprzymierzonych z Rzeczpospolitą Tatarów budziackich. Działo się to w ramach II wojny północnej, znanej nam dobrze z „Potopu” Henryka Sienkiewicza, który tak to opisał:
Tej samej nocy jeszcze, w której Tatarzy minęli słup graniczny, niebo zaczerwieniło się łunami, rozległy się wrzaski i płacz ludzi, deptanych stopą wojny. Kto polską mową o litość umiał prosić, ten z rozkazu wodza był oszczędzany; ale natomiast niemieckie osady, kolonie, wsie i miasteczka zmieniały się w rzekę ognia, a przerażony mieszkaniec szedł pod nóż.
I nie tak prędko oliwa rozlewa się po morzu, gdy ją żeglarze dla uspokojenia fal wyleją, jak rozlał się ów czambuł Tatarów i wolentarzy po spokojnych i ubezpieczonych dotąd stronach. Zdawało się, iż każdy Tatar umiał się dwoić i troić, być naraz w kilku miejscach, palić, ścinać. Nie oszczędzano nawet łanów zbożowych, nawet drzew w sadach.
W przekazie literackim, ale też ludowym znaczenie najazdu tatarskiego bardzo wyolbrzymiono. Mieszkańcom Prus Książęcych utkwiła zapewne w pamięci metoda ich postępowania. Czambuły brały w jasyr mieszkańców, gromadzono łupy, a zabudowania palono. Jak podają źródła historyczne z Jebramek uprowadzono 14 mieszkańców w tym 3 mężczyzn, 6 kobiet i 5 dzieci. Z tablicy pamiątkowej, która znajdowała się w kościele w Piszu wiemy, że w roku 1656 w Jebramkach utraciły swoich bliskich rodziny o nazwiskach: Gogul, Dupka, Wolenin, Sobieszczyk, Camnigk, Plagga, Marchewczyk, Zesznigk.
Pamięć o najeździe uwieczniono także w literaturze pruskiej. W tradycji ludowej przetrwał nawet opis próby podpalenia pierwszego, drewnianego kościoła w Rożyńsku Wielkim. Przed spaleniem uratował go mały okrągły witraż z rodzicami Maryi, ten który jest dolnym elementem centralnego witraża z Chrystusem na krzyżu, znajdującego się w obecnym kościele. Tatarzy ponoć uznali, że witraż oznacza, że jest to kościół katolicki i ugasili ogień.
Najpełniej historię najazdu uwiecznił Tomasz Molitor, w czasie tych wydarzeń rektor rożyńskiej szkoły parafialnej, a później pastor posługujący w Różyńsku Wielkim. W pieśni „O wtargnieniu tatarskim do Prus Książęcych roku 1656”. , liczącej 41 zwrotek, zamieszczonej w popularnym, wydanym po raz pierwszy w 1741 roku, kancjonale Jerzego Wasińskiego. Jak wspominają dawni mieszkańcy Jebramek takie kancjonały znajdowały się w każdej mazurskiej rodzinie, często też trafiały one wraz ze zmarłym do grobu.

Strona tytułowa Kancjonału Pruskiego - fot. autora.
Molitor okazał się całkiem zręcznym polskim poetą. Tak przynajmniej twierdzili jego współcześni. Nie tylko pisał utwory poetyckie, ale też tłumaczył pieśni religijne z niemieckiego na polski. Pod koniec życia napisał utwór „ Nagrobek K. Tomasza Molitora” opublikowany przez Gustawa Gizewiusza w „Przyjacielu Ludu Łeckim”. Pastor Molitor został pochowany w bliskości kościoła, pod dużą rozłożystą lipą z okrągłą ławką, stanowiącą punkt centralny i ozdobę placu kościelnego.
Życie codzienne
Znaczące dla Mazur wydarzenie - wielka epidemia dżumy z lat 1708 — 1711 spowodowała znaczne wyludnienie Prus Książęcych. Na szczęście ominęła Jebramki. Jak podają źródła w parafii Różyńsk zmarło w tych latach 260 osób, głównie w jej południowych rejonach. W wyniku tego kataklizmu dotkliwie dawał się odczuwać brak rąk do pracy. Rząd pruski rozpoczął więc kolejną akcję kolonizacyjną. Przyczyniło się to w dużym stopniu do pojawienia się na pogranicznym obszarze Mazur nowych osadników z Mazowsza.
Powszechny obowiązek szkolny wprowadzono w Prusach w roku 1717, ale w Jebramkach naukę i to w systemie klasy łączonej wprowadzono dopiero od 1786 r. W jednej izbie wiedzę na szczeblu niższym pobierały dzieci w różnym wieku. Istniały trzy szczeble nauki: niższy na ogół trzyletni oraz średni i wyższy trwające po dwa lata. Zimą lekcje odbywały się codziennie, a w okresie letnim raz lub dwa razy w tygodniu. Czytano katechizm i Biblię oraz uczono się podstaw pisania. Izba lekcyjna znajdowała się u jednego z gospodarzy. Nie oznacza to jednak, że w latach wcześniejszych nie było żadnych możliwości nauki. W Rożyńsku już od 1575 roku działała szkoła parafialna założona przy kościele. Wspomniany wcześniej Tomasz Molitor był w połowie XVII wieku jej rektorem.
W roku 1800 w parafii rożyńskiej liczba szkół wyraźnie wzrosła. W Jebramkach uczyło się wówczas 24 uczniów. Nauczano w języku mazurskim, ale tylko do 1873 roku. Wówczas ogłoszono dekret, nakazujący uczenia wszystkich przedmiotów poza religią w języku niemieckim. Dwujęzyczność tolerowano jednak tylko do roku 1888.
W pamięci zbiorowej, za sprawą przekazów ustnych i pisemnych, dominują zdarzenia traumatyczne. Wspominano nie tylko o dżumie, ale i o anomaliach pogodowych, które nękały mieszkańców. Dzięki kowalowi Frycowi Olsiewskiemu z Rożyńska Wielkiego zachował się opis czasu powodzi jaka nawiedziła okolice nad Rożynką w roku 1844. Ulewne deszcze zniszczyły zbiory, wody wystąpiły z rzeki i zalały pola powodując klęskę głodu. W kronice rożyńskiego kościoła tak opisał to pastor Kuhn – „Rok 1844 był straszny. Przez ciągłą wilgoć zgniły zboża i siano. Kiedy przyszły zbyt wczesne mrozy, bydło w stajniach umierało z głodu. Dla oszczędności używano kory drzew zamiast zboża, a wielu ludzi zmarło z głodu i zimna”.
Ten smutny czas opisał także Olsiewski w utworze „O deszczach nawalnych roku 1844” postrzegając pojawiające się cyklicznie klęski jako biblijną karę za grzeszne życie człowiecze.
Rozważ chrześcijański i wierny człowiecze,
Co się teraz dzieje rok po rok na świecie,
Narodowie pruscy, na to pamiętajcie,
A swe grzeszne sprawy wprędce opuszczajcie.
Postrzeganie klęsk jako kary były uzasadnione stylem funkcjonowania Mazurów, a zwłaszcza pijaństwem i rozwiązłością. Nic dziwnego, że w połowie XIX wieku rozwinął się na terenach Prus wschodnich ruch gromadkarski, niezależny od kościoła ewangelickiego. Jego przedstawiciele funkcjonowali także w Jebramkach. Ich potomkowie żyją do dzisiaj w Niemczech i nadal pielęgnują tradycje wspólnej domowej modlitwy. Ruch ten miał na celu pobudzenie duchowej pobożności. Tworzono więc grupy społecznościowe wspólnie modlące się, śpiewające pieśni, prowadząc akcje charytatywne i to bez udziału pastorów. Często jak w przypadku Jebramek i okolicznych wsi modlono się po mazursku.
Sprawy duchowe od wieków oddziaływały na życie Mazurów. Przykładem może być specyficzne postrzeganie związku żywych ze zmarłymi przejawiające się w zakładaniu cmentarzy wioskowych. W Jebramkach miejsce pochówku byłych mieszkańców położone jest niezwykle malowniczo, na pagórku nad wsią. Prawo kanoniczne nie nakazuje ewangelikom chowania zmarłych w poświęconej ziemi. Stąd sytuowali oni groby swoich bliskich w atrakcyjnych krajobrazowo miejscach, z których roztaczał się piękny widok na wieś. Takie sytuowanie cmentarzy tworzyło związek świata żywych ze światem zmarłych. Potwierdzało naturalny porządek życia i przemijania dóbr doczesnych. Stanowiło bramę prowadzącą do prawdziwego przyszłego życia.

Großrosen 2399. Topographische Karte 1:25 000 (Meßtischblatt) cz. wsch. (Ostdeutschland) /1870 - 1945/. Reichsamt für Landesaufnahme 1938.
Na cmentarzyku w Jebramkach niewiele zachowało się grobów. Kilka z nich ma jeszcze wyryte na obramowaniach napisy, zachowujące pamięć o danych mieszkańcach wioski. Kataklizm II wojny przetrwało w Jebramkach zaledwie kilka grobów na których widnieją następujące inskrypcje:
Wilhelm Schanko 22.4.1894 – 22.4.1933 , Frieda Behr 9.1.1928 – 30.3.1928 , August Ackermann 9.8.1913 – 22.9.1916 , Charlotte Linka 18.7.1857 – 19.12.1901 , Daniel Linka 21.7.1860 – 1927, Wilhelmine Linka 2.10.1886 – 29.1.1928 , Ernst Linka 15.1.1936 – 21. .1936.
Tradycje mazurskie były bardzo żywe wśród mieszkańców. Możemy je poznać szczegółowo z zapisków ostatniego pastora rożyńskiego Viktora Kühna . Wcześniejsza kronika proboszcza Fischera, sięgająca roku 1590, niestety nie przetrwała do naszych czasów.
Życie praojców było ciężkie, jako że ziemia nie zawsze była płodna. Latem i w porze żniw ciężko pracowano od wschodu słońca aż do nocy. Również zimą już o czwartej rano pachoły musiały zrywać się z sienników. Jeden oporządzał bydło, podczas gdy inny wyjmował z pieca wymłócone zboże i oczyszczał je. Po porze karmienia obaj brali młynki ręczne, ubijaki i mielili zboże na mąkę. To zaostrzało apetyt przed śniadaniem, składającym się niezmiennie z suszonego grochu z kapuścianą lub mleczną zupą………….. Również obiady bywały w tym czasie raczej monotonne. Grochówka lub buraki z kartoflami stanowiły zazwyczaj główny posiłek. Po całym dniu, tuż przed zmierzchem, szybko karmiono bydło, a wieczorem często musiał ludziom wystarczyć suchy chleb. …………………………. Kiedy ścięto żyto, wystawiano jego dużą wiązkę. Żniwiarze i zbierający zboże ustawali się wokół niej, śpiewali pobożne pieśni i wyciągali największe kłosy z wiązki, robiąc z nich bukiet. Nazywano go Plonem, przystrajano kwiatami i wstążkami, i ustawiano potem na honorowym miejscu przy świątecznym stole. Żniwiarze stawali przed drzwiami chłopa, któremu wręczali Plon. Potem chłopka z dziewkami, ku wielkiej uciesze, polewały wodą wszystkich uczestniczących w zabawie żniwiarzy. ………… Wszyscy starsi ludzie ciągle jeszcze pamiętają, jak w dawno minionych czasach w niektórych domach i obejściach pędzono bimber z kartofli. Należy tutaj wspomnieć pewien szczególny rodzaj trunku, który popularny był w naszej okolicy, tak zwaną „Grziankę”. Przypominał on wino wzmocnione spirytusem, podgrzewano go i pito na gorąco z dodatkiem wody, cukru, kopru włoskiego i goździków.
Historia zatoczyła koło
Z dawnych rodzin kultywujących tradycję mazurską nie ma w Jebramkach już nikogo. Nie ma też karczmy rodziny Żebrowskich, stojącej na skrzyżowaniu dróg Pogorzel – Rożyńsk Wielki, Myszki – Bzury.

Karczma rodziny Żebrowskich - Unser Kirchspiel Grossrosen. Kreis Johannisburg/Ostpreussen. Gemainschaft heimattreuer Ostpreussen. Osnabruck 1993.
Drastycznie zmalała liczba gospodarzy. W roku 1938 było ich 31: August Balzun, Johann Bandilla, Franz Behr, Rudolf Behr, Leopold Budziński / Burghardt, Dorst, Julius Gandras, Johann Gregel, Gustaw Hegner, Johann Horn, Adolf Jelen, Albert Kossak, Rudolf Kristofzig, August Kruschewski, Ludwig Lynka, Karl Nadrowski, Samuel Paluch, Johann Paluch, Johann Plaga, August Plaga, Gustav Rohde, Gottlieb Saborowski, Otto Schanko, Johann Schnittka, Rudolf Strysewski / Steinburg, Gustav Stislo, Leopold Ulisch, Heinrich Walendzig, Leopold Wilzek, Johann Wilzek, Rudolf Żebrowski.

Mieszkańcy Jebramek na podwórzu rodziny Budzińskich (obecnie Jebramki 9) przed 1939 rokiem ( trzeci z lewej Willi Nadrowski bywający w Jebramkach jeszcze w pierwszej dekadzie dwudziestego wieku) – archiwum rodziny Nadrowskich.
Najbogatszy, przedwojenny gospodarz z Jebramek Leopold Budziński/ Burghardt opuścił wieś w latach pięćdziesiątych. Zamknął w ten sposób historię Mazurów, dawnych osadników w Jebramach. Gdyby ktoś chciał poszperać w dokumentach źródłowych to napotka na pewną trudność. W niemieckich materiałach o przedwojennej historii trudno szukać nazwy Jebramki. W roku 1938, tak jak na całych Mazurach, w wyniku usuwania wszystkich tradycyjnych nazw i określeń mazurskich i ta wieś zmieniła nazwę na czysto niemiecką - Bachort. Z przekory chyba lub wspomnień wczesno- dziecięcych potomkowie mieszkańców Jebramek pamiętają tę miejscowość jako Bachort, chociaż nazwa Bachort istniała zaledwie 7 lat.
Po 1945 roku Jebramki zasiedlili nowi osadnicy z Mazowsza i to pochodzący jak Paweł Pomian z okolic Wąsosza. Kilkadziesiąt osób zamieszkało we wsi w której, jak podaje opracowanie „Parafia Gross Rosinsko”, mieszkało w 1939 roku 214 osób. Spośród pierwszych powojennych przybyszów w Jebramkach mieszkają już tylko trzy rodziny, tych którzy tu tylko pomieszkiwali nikt już nie pamięta.

Przedwojenny widok Jebramek sprzed mostku na Rożynce - Unser Kirchspiel Grossrosen. Kreis Johannisburg/Ostpreussen. Gemainschaft heimattreuer Ostpreussen. Osnabruck 1993.
Powodów jest wiele. Powojenne życie było w Jebramkach, jak i na całych Mazurach, niezwykle burzliwe. Wspomnienia najstarszych mieszkańców są wstrząsające. Bezkarność Sowietów, wzajemna wrogość nowoprzybyłych osadników i Mazurów, nieustanne napady rabunkowe szabrowników, wreszcie samowola rodzimej władzy komunistycznej. Nawet w latach sześćdziesiątych sytuacja nie była normalna. Wspomina o tym w swojej książęce „40 lat mojej posługi kapłańskiej” pierwszy rezydujący w Rożyńsku Wielkim proboszcz katolicki ks. Bronisław Magdziarz. Jest rok 1962.
……….Idzie zima: w styczniu kolęda, właściwie w moim życiu pierwszy kontakt ze wsią, PGR-ami i ludźmi, którzy zakodowali sobie już wcześniej: Grajewo − za miedzą, to Polska, tam można inwestować, natomiast tu na Mazurach żyje się tylko dniem dzisiejszym. Nawet umarłych się tu nie chowa, tylko „do Polski”. Ale w sumie byli to bardzo dobrzy ludzie, o czym się miałem wkrótce przekonać. …….. Moja praca tam to nauczanie w kilku punktach katechetycznych po domach, czasami mniej ciekawe kontakty z rodzicami dzieci PGR-owskich, a było tych PGR- ów na terenie parafii aż 8. Ludzie ci bardzo często pili, pozostawiając dzieci samopas, a i duża była rotacja wśród pracowników tych gospodarstw: rozwody, „kocia łapa” i wiele takich smutnych skojarzeń. Za to „przedsiębiorczym gospodarzom indywidualnym” żyło się bardzo dobrze, bo korzystając z naiwności tych pierwszych za przysłowiowe pół litra bogacili się na kradzionym. W niedziele dwie Msze św. i Nieszpory, o których mało kto już dzisiaj pamięta. Frekwencja na tych nabożeństwach różna, czasami zależna od pogody, a w innym przypadku od dobroci dyrektora PGR, bo z przykazaniem: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” – było u nich różnie. Stąd czasami mogło być duszpasterzowi smutno……….. W całej rozległej parafii Rożyńsk było około 1100 mieszkańców.

Widok Jebramek z lotu ptaka dzisiaj - Gmina Prostki, fot. Andrzej Rejrat.
Literatura:
- Historia Mazur. Przyczynek do dziejów krainy i kultury pruskiej – Max Toeppen. Wspólnota Kulturowa „Borussia”. Olsztyn 1998.
- Mazury Pruskie – Oskar Kolberg. Polskie wydawnictwo Muzyczne. Kraków 1966.
- Dzieje zakonu krzyżackiego w Prusach. Gospodarka, społeczeństwo, państwo, ideologia - Marian Biskup, Gerard Labuda. Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1986.
- Lenno pruskie. Od traktatu krakowskiego do śmierci księcia Albrechta 1525-1568 - Adam Vetulani. Studium historyczno-prawne. Kraków 1930.
- Toponomastyczne inspiracje nazwą Pomian – Joanna Karczewska. Rocznik Polskiego Towarzystwa Heraldycznego nowej serii t. IV (XV) ISSN 1230-803X materiały.
- Zmiany w prawie Prus Krzyżackich po wojnie trzynastoletniej. O dokumencie wielkiego mistrza Marcina Truchsessa dla rycerstwa posiadającego dobra na prawie magdeburskim dla obojga płci z 1487 r. Grzegorz Białuński - (Olsztyn). Czasopismo Prawno-Historyczne Tom LXVIII – 2016 - Zeszyt 2.
- Popis wojskowy starostwa piskiego 14 VII 1634 r. przeprowadzony przez porucznika Sebastiana von Hohendorffa - Geheimes Staatsarchiv Preußischer Kulturbesitz, sygn. EM 83m, nr 21) s. 12.
- Nieznane opisy granicy mazowiecko – krzyżackiej cz. II: Granica komturstwa bałgijskiego (Prokuratorstwo piskie i ełckie) - Wiesław Długołęcki, Elżbieta Kowalczyk. Kwartalnik Historyczny. Rocznik CXI, 2004, 1.
- Liczebny stan szkolnictwa mazurskiego w 1800 roku - Edward Matuszewski. Komunikaty Mazursko-Warmińskie nr 1, 1980.
- Kolonizacja „Wielkiej Puszczy" (do 1568 roku) — starostwa piskie, ełckie, straduńskie, zelkowskie i węgoborskie (węgorzewskie) - Grzegorz Białuński. Rozprawy i Materiały Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie, nr 204, Olsztyn 2002.
- Dżuma na Mazurach i Warmii w latach 1708-1711 – Stanisław Flis. Komunikaty Mazursko-Warmińskie nr 4, 473-523 1960.
- Polska Reformacja na Mazurach – Janusz Małłek. Rocznik Teologiczny LX – z. 3/2018 s. 281-301.
- Ruch gromadkarski w Prusach Wschodnich w latach 1848-1914 – Ryszard Otello. Komunikaty Mazursko-Warmińskie nr 3, 307-328 1976.
- Najazd tatarski na Prusy Książęce w 1656 roku. Sienkiewiczowska wizja – lokalna tradycja – przebieg – w świetle badań historycznych – Sławomir Augusiewicz. Prace Naukowe Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Zeszyty Historyczne 2017, t. XVI, s. 93–105.
- „Kronika kościoła w Rożyńsku Wielkim” - Viktor Kühn, www.schuka.net oraz Chronik Sammelband Arys - Bialla - Drygallen - Groß Rosinsko Selbstverlag der Kreisgemeinschaft Johannisburg / Ostpr. 1982.
- Unser Kirchspiel Grossrosen. Kreis Johannisburg/Ostpreussen. Gemainschaft heimattreuer Ostpreussen. Osnabruck 1993.
- „40 lat mojej posługi kapłańskiej” - Ks. Bronisław Magdziarz. Warmińskie Wydawnictwo Diecezjalne. Olsztyn 2015.
- Mazury Tradycja i codzienność - Wybór Andreas Kossert. Borussia. Olsztyn 2002.
Autor artykułu: Jerzy Borkowski.













