Wirtualny przewodnik po krainie EGO Ełk Gołdap Olecko Mazury
wersja graficzna | polski | english | deutsch | Русский
Strona główna > Wiadomości > Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i Ełku)
Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i Ełku)
2017-09-18
Legendy mazurskie (z okolic Olecka, Gołdapi i Ełku)
Pradzieje MazurPrzez wieki kształtowania się mazurskiej społeczności, tutejsi mieszkańcy nie byli w stanie znaleźć odpowiedzi na pytania o prapoczątki lokalnego osadnictwa. Nawet powstanie zróżnicowanego polodowcowego krajobrazu było pewną zagadką. Mazurzy odwoływali się do Boskiej kreacji, opowiadając, iż Bóg gdy już z zadowoleniem zaczął oglądać stworzoną przez siebie ziemię, nagle dostrzegł w jej powierzchni dziurę, na zapełnienie której zabrakło już „materiału”. Przeto swoimi Boskimi dłońmi sięgał po najdalsze krańce ziemskiego globu i z każdego zakątka brał po odrobinie tamtejszego bogactwa – wysokie góry dostarczyły głazów i mniejszych kamieni, pustynie i stepy – piasków etc. Boskie ręce po wielokroć czerpały wodę, która wypełniła mazurskie jeziora, a Stwórca nie zapomniał też o drzewach, które przeniósł w wiele miejsc, tworząc liczne kompleksy leśne. Bogate w złoża naturalne miejsca musiały podzielić się swoimi skarbami: torfem, wapnem, rudami żelaza. W końcu dziura została zapełniona, a świat zyskał Mazury – przepiękną krainę, będącą owocem szczególnej Boskiej troski, ale i... Boskiego zapomnienia.
Żyrandol z oleckiego kościołaWedług historyka Hennenbergera założenie Olecka łączy się ze spotkaniem w budach myśliwskich (Oletzky) księcia Albrechta w 1560 roku z królem polskim Zygmuntem Augustem. Okazją do spotkania miało być wspólne polowanie w puszczy. Zgodnie z innym przekazem Marggrabowę założył książę Albrecht Hohenzollern z wdzięczności za uratowanie życia podczas polowania, przez pustelnika z puszczy. Według legendy tak miały przebiegać te wydarzenia: "Dawno, dawno temu książę Albrecht brał udział w polowaniu w tutejszych niezmierzonych lasach. Puścił się w pogoń za okazałym jeleniem, ten jednak zranił łowcę. Osamotniony w puszczy książę znalazł pomoc i schronienie w chacie pustelnika. Na pamiątkę szczęśliwego ocalenia władca zdecydował się założyć miasto, a w kościele zawisł kunsztowny żyrandol w kształcie głowy jelenia – szesnastaka (poroże z ośmioma odnogami na każdej z tyk), zwany także w tradycji XVII-XVIII wieku meluzyną. Miejsce książęcego schronienia w pustelniczej chacie jeszcze w XIX wieku miała wskazywać stara czereśnia". Faktycznie w kościele w Marggrabowej jeszcze w końcu XVIII wieku wisiał wspaniały świecznik przedstawiający głowę jelenia.
Rozmiary oleckiego rynkuJuż najstarsze działo historyczno-geograficzne Caspara Hennenbergera z 1595 roku dotyczące przeszłości Prus “Erclerung der Preussischen grössern Landtaffel” autor wspomina jako osobliwość rozmiary oleckiego rynku i przytacza legendę, według której ówczesny starosta straduński, Wawrzyniec von Halle, założył się z kimś zamożnym o większą sumę, że jeżeli stanie na jednym końcu rynku na czele czterystu jeźdźców, to nie będzie widoczny z jego drugiego krańca. Legenda była zgodna z rzeczywistą konfiguracją terenu, gdyż rynek jest bowiem nietypowy, z dużym wzniesieniem, spoza którego nie byłoby widać dużej grupy jeźdźców.
Tajemnica jeziora Oleckie WielkieW dawnych czasach nad jeziorem Oleckie Wielkie żyły dwie zwaśnione rodziny, jedna mieszkała w zamku w Olecku, druga w domku po przeciwnej stronie jeziora. W zamku żyła piękna i bogata panna, natomiast w domku - przystojny, młody kawaler. Młodzi ludzie zakochali się w sobie, lecz ich rodzice nie zgadzali się na ślub. Zrozpaczeni młodzi kochankowie zaplanowali odebrać sobie życie.Pewnego zimowego dnia kawaler z dworku wziął od swojego ojca konie oraz sanie i wraz ze swoją wybranką po stano wili razem zginąć w odmętach jeziora. Panna zabrała z domu złotą biżuterię, którą spakowała do kuferka. Kochankowie wjechali saniami na taflę jeziora. W miejscu, w którym przepływała przez jezioro rzeka. Lód załamał się i sanie wraz z kochankami i końmi utonęli w lodowatej wodzie.W następstwie tej tragedii zwaśnione rodziny przy trumnach swych dzieci pogodziły się. Podobno jednak od tamtego tragicznego dnia na jeziorze zaczął się ukazywać kuferek ze złotem Niektórzy śmiałkowie chcieli go wyłowić, ale każdy, kto się do niego zbliżył - zaraz tonął. Od tamtej pory, jak twierdzą starzy ludzie, młodzi kochankowie co roku wciągają do swego podwodnego orszaku ślubnego jedną osobę.Dowodem na to, że tak się dzieje jest, fakt, że jeszcze nie było takiego roku, aby w Jeziorze Oleckim ktoś nie utonął. [Spisała Hannelore Muraczewska]Zamek oleckiNa początku XIX stulecia w tym spalonym zamku oleckim miały znajdować się w jednym pomieszczeniu na ścianie nie dające się usunąć ślady krwi., które miały pochodzić z mordu bratobójczego.Od zamku w miejscu, gdzie wypływa z jeziora rzeka Lega miało prowadzić podziemne przejście na drugi brzeg; również podobne przejście miało prowadzić z zamku do starego wikariatu i stamtąd aż pod kościół.Biegnąca wzdłuż drogi zapadlina od ogrodów do stodoły Denzer jest określana również jako zawalone podziemne przejście. Istnieją również opowieści o takich podziemnych przejściach przebiegających pod jeziorem w zamku ełckim.
Rys. J. Kunicki
Tunel pod jeziorem
Wśród miejscowej ludności krążyły pogłoski o istnieniu w dawnych czasach tajemnego podziemnego przejścia prowadzącego od oleckiego zamku pod Jeziorem Oleckie Wielkie i wychodzącego w leżącym za jeziorem lesie w kierunku dóbr Stobbenorth (dziś Pieńki). 2 stycznia 1910 roku do Towarzystwa Historycznego „Prussia” w Królewcu zwrócił się urzędnik z Margrabowej Papendick, który przypomniał krążące przekazy na temat oleckiego podziemnego tunelu i sugerował, że może jakieś jego szczątkowe elementy np. wejście i wyjście jeszcze się zachowały. Papendick zapytywał, czy nie należałoby przeprowadzić badań w wybrzuszeniu terenu i wyrażał przypuszczenie, że nie spowodowałoby to wielkich kosztów. Zaproponował też, żeby zacząć najpierw od zebrania informacji od starszych osób żyjących w mieście.Już trzy dni później skierowane zostało do Towarzystwa Historycznego „Prussia” kolejne pismo w tej sprawie. Otóż prawdopodobnie jakiś wyższy urzędnik, do którego przesłano najpierw pismo Papendicka, wyjaśnił, że przy informacjach odnośnie podziemnych korytarzy należy zawsze kierować się rozsądkiem i zachować duży krytycyzm, gdyż nie ma dawnego zamku, kościoła czy klasztoru, o którym lud nie opowiadałby podań o podziemnych przejściach. W większości przypadków informacje te okazywały się jednak nieprawdziwe. W przypadku zamku oleckiego należy wątpić, aby przejście takie znajdowało się pod jeziorem i prowadziło przez szeroką równinę. Ostatecznie w liście podkreślono, że należałoby jednak zbadać te przekazy w ramach rozsądnych granic finansowych. Na koniec padła propozycja, aby najpierw Papendick zebrał dokładne informacje od najstarszych mieszkańców miasta, a następnie należałoby wykonać wykopy lub zbadać teren poprzez sondowanie.Nie wydaje się jednak, żeby sprawa ta zainteresowała Towarzystwo Historyczne w Królewcu lub miejscowe władze bowiem rok później 11 czerwca 1911 roku do Towarzystwa Historycznego wpłynęło pismo, w którym nadawca prosił o odpowiedź na list z 5 stycznia 1910 roku i zapytywał czy sprawa zbadania podziemnego przejścia w Olecku znalazła jakąś kontynuację. Był to niestety ostatni zachowany list w tej ciekawej sprawie.
Staw powstały przy karczowaniuNa gruntach fundacji (poniżej zamku w Olecku), znajduje się mały staw oddzielony od Jeziora Oleckiego Wielkiego zaledwie na szerokość kilku kroków. Niegdyś w tym miejscu rósł las. Po wycięciu lasu wykopaniu korzeni z jednej z powstałych przez to dziur wytrysnęła woda z taką siłą, że utworzyła ten staw.Panna wodna z oleckiego jezioraW Jeziorze Oleckie Wielki była panna wodna, mająca do pasa postać kobiety, a od pasa — postać ryby, którą widziano wyskakującą trzykrotnie z toni jeziora. Za każdym razem, wyskakując ponad lustro wody, syrena ta trzykrotnie klaskała w dłonie i głośno wołała. Według tej legendy, dla każdego, kto ją ujrzy, ma to oznaczać szczęście na całe życie.
Skarby na dnie jezioraWedług pewnych źródeł na dnie Jeziora Oleckie Wielkie od sierpnia 1914 roku ma spoczywać pancerna kasa miejska, aczkolwiek żaden nurek jak do tej pory nie wpadł na jej trop. Podobnie wygląda sprawa niemieckiego samolotu z czasów II wojny światowej, który wylądował na zamarzniętej powierzchni jeziora . Niemiecki transportowiec z cennym ładunkiem na pokładzie miał zatonąć w 1944 roku.Co ciekawe, są przypuszczenia, że owym sekretnym ładunkiem mogła być legendarna Bursztynowa Komnata. Wprawdzie historia o wraku zakrawa na kolejną miejską legendę, nie przeszkadza to śmiałkom nadal eksplorować tutejszych odmętów. W końcu nigdy nie wiadomo, co rzeczywiście kryją wody głębokiego na 45 metrów jeziora.
O okropnym morderstwie, popełnionym w Olecku przez jednego żołnierza. Opowieść dotyczyła małego garnizonu, który stacjonował w Marggrabowej i składał się z batalionu fizylierów i dwóch szwadronów husarów. Większość z tych żołnierzy to byli poczciwi ludzie, oprócz jednego, który okazał się draniem. W domu przy rynku mieszkał bogaty kupiec Leibreiter, a w służbie u niego pracowała pewna młoda dziewczyna, z którą ów żołnierz sympatyzował. Dziewczyna nie miała przed nim żadnych tajemnic, toteż wyjawiała mu wszystko, co wiedziała: o stanie posiadania i gdzie bogaty kupiec chował pieniądze. Kiedy nadarzyła się okazja, a dom stał pusty, wykorzystał to żołnierz i włamał się do niego. Niestety, został przyłapany przez swoją dziewczynę, która wcześniej wróciła z miasta do domu. Niewiele myśląc, chcąc pozbyć się świadka, zabił ją, a następnie wrócił spokojnie do swojej kwatery na Holländer Straße (dzisiaj Mazurska), gdzie u pewnego majstra wynajmował pokój. Tam też ukrył skradzione kosztowności. Traf chciał, że rychło, przez przypadek prawda wyszła na jaw. Schwytano żołnierza, który przyznał się do morderstwa i wyznał, gdzie schował swój łup. Za morderstwo i kradzież skazano go na karę śmierci. Prawdopodobnie skarbu do dzisiaj nie znaleziono. [Historia spisana przez Jana Karola Sembrzyckiego].Grabarz złodziejemDawno temu w starym kościele w Margrabowej znajdowało się od strony ratusza zamurowane później wejście, które prowadziło do podziemi budynku. Chowano tam zmarłych z zamożnych domów, dostojnych mieszkańców miasta i powiatu. Wcześniej, jak to było w zwyczaju, wystawiano zwłoki tych ludzi w kościele i żyjący w tym czasie grabarz zauważył na palcu zmarłej kobiety bardzo wartościowy pierścień. Postanowił go zdobyć. Wkrótce potem zakradł się do miejsca jej pochówku i usiłował zdjąć z palca kobiety cenną zdobycz. Ponieważ jednak to mu się nie udawało, próbował ściągnąć pierścień zębami i podczas tych zabiegów ugryzł ją w palec. Kobieta, jak się okazało, pogrążona była jedynie w głębokim letargu i podniosła się z trumny, a przestraszony grabarz uciekł w popłochu. “Nieboszczka” udała się do domu i żyła jeszcze wiele lat.
O królewnie i strachach z Góry SzeskiejOpowiadano też dawniej przedziwną historię o straszącej królewnie na Górze Szeskiej. Stare podanie przypomina zamczysko, stanowiące pozostałość umocnień obronnych z czasów pogańskich na zboczu góry. Cały szczyt tej góry pokryty jest licznymi kamieniami, których pełno w różnych zagłębieniach i lejkowatych otworach. Według ludowej legendy, to diabeł z Polski przyniósł tu pełen worek kamieni, które rozmnożyły się i utworzyły wysoką górę, na której straszy.Pewna kobieta stara opowiadała, że kiedy zbierała jagody z innymi kobietami na torfowisku po północnej stronie Góry Szeskiej, zauważyły idących trzech czarnych mężczyzn, którym świeciły białe oczy. Wyglądali okropnie i nieśli długie kije, którymi szturchali wystraszone kobiety w piersi. Zabrali im jagody i naczynia. Kobiety uciekły pośpiesznie i więcej już nigdy nie udały się w tę przejmującą grozą okolicę, by zbierać jagody.
Wół w jeziorze KukówkoPewnego razu pasterz pasł swoje stado w okolicach Ślepia. Nagle jedno ze zwierząt, duży wół, zaczęło tonąć w bagnie i mimo że, pasterz zawołał ludzi na pomoc, zwierzęcia nie można było uratować i utonęło w trzęsawisku. Po kilku latach zdarzyło się przypadkiem, że inny pasterz pasł swoje stadko na stromym brzegu Jeziora Kukówko, kiedy nagle coś wielkiego, co wystawało z jeziora, przykuło jego wzrok, a przypominało to wielkie rogi potwora, który miałby wynurzyć się z wody. Pasterz próbował wyciągnąć to coś za pomocą długiego mocnego kija. Jego próba nie powiodła się, więc zawołał innych do pomocy. Przyszli uzbrojeni w widły, grabie i kije. Ich trud jednak poszedł na marne, wtedy jeden z nich rzekł: "Jeżeli nie ma tak dużej ryby jak wół, to musi to być wół, który kilka lat temu utonął w bagnie koło Ślepia.” Po długich staraniach jeden spostrzegł, że to był tylko duży konar, który zaczepił się o jakiś dosyć duży kamień. Wszyscy popatrzyli na siebie z nietęgimi minami i zawstydzili się, że od razu nie doszli do takiego wniosku i postanowili, zatrzymać całe wydarzenie w tajemnicy. Z czasem jednak sprawa wyszła na jaw i od tej pory w sytuacjach, w których ktoś nie mógł poradzić sobie z jakimś trudnym zadaniem, mawiano, że: Chciałby wyciągnąć woła z jeziora Kukówko! [Według Emmy Schmid].
Fotografie: Der Kreis Treuburg Ein ostpreußisches Heimatbuch. Zusammengestellt im Auftrage der der Kreisgemeinschaft Treuburg von Dr. phil. Rudolf Grenz. 1971Masuren Eine deutsche Landschaft in Ostpreussen. Königsberg 1940.Treuburg. Ein Grenzkreis in Ostpreußen Red. Klaus Krech. Kommisions-Verlag G. Rautenberg, 1990Józef Kunicki2017

Opublikował Administrator, egoturystyka.pl

Wyświetlany 570 razy
powrót